WROCŁAWSKI KLUB SZACHOWY "KOPERNIK"

Kategoria: Aktualności

Struktura władzy.

Struktura władzy –

Absolutnie WINNY!

Recenzja wspaniałego małolata! Jestem wróżek – kiedyś będzie nominowany do Oscara.

Z natury swojej, przez całe swoje życie, uczę maksymy pitagorejskiej: kto się zajmuje polityką ginie. Więc o polityce nic nie wiem. Poszedłem do teatru KAMBAK z niechęcią. I wyszedłem niestety z niechęcią!

Gra młodych aktorów rewelacyjna, jak to ktoś z widzów powiedział: „petarda”. Ale ja nie lubię huku, i wrzasków z politycznych wieców.

Zacznijmy od tego, że młodzi zaprezentowali boomerom na Sali fałszywy model: ludzie cierpią, dlatego, że dobrzy milczą! Nie prawda. Każda bowiem władza zawsze skutecznie knebluje mądrych ludzi. Aktorzy wręcz przykładnie to pokazali na pokazie wielu dyktatorów. Potwierdzając w kolejnym już pokoleniu biblijne przysłowie na stanowiska pcha się głupota.

Wrocławski Teatr Młodzieżowy w „STRUKTURZE WŁADZY” pokazuje coś paradoksalnego: ogromny potencjał młodych wykonawców i jednocześnie temat, który od początku wydaje się zamknięty w schemacie. To spektakl pełen energii, rytmu i scenicznej odwagi, ale też przedstawienie, które momentami bardziej tłumaczy świat niż go odkrywa.

Największą siłą tego wieczoru są sami aktorzy. Młody zespół gra z ogromną intensywnością, której często brakuje zawodowym scenom — bez cynizmu, bez rutyny, z autentycznym zaangażowaniem. Widać, że oni naprawdę wierzą w to, co robią. Nawet kiedy tekst zaczyna osuwać się w uproszczenia, oni próbują utrzymać go emocjonalnie przy życiu.

Problem pojawia się tam, gdzie „STRUKTURA WŁADZY” próbuje powiedzieć coś ważnego o mechanizmach dominacji, kontroli czy społecznych hierarchiach. Spektakl często zatrzymuje się na poziomie oczywistych diagnoz. Zamiast niepokoju dostajemy deklaracje, zamiast dwuznaczności — jasno wyłożoną tezę. A teatr przecież działa najmocniej wtedy, gdy zostawia widza z pytaniami, nie z hasłem.

Najbardziej frustrujące jest to, że potencjał na coś naprawdę mocnego cały czas tu istnieje. Radość legendy mówi wielkimi literami. W pojedynczych scenach pojawia się napięcie, ironia, czasem nawet prawdziwy bunt. Wtedy przedstawienie ożywa. Szkoda, że twórcy tak rzadko pozwalają tym momentom wybrzmieć bez dopowiadania wszystkiego do końca.

A jednak trudno ten spektakl skreślić. Jest w nim młodzieńcza bezczelność przeklinania, która bywa bardziej wartościowa niż perfekcyjnie wyprodukowana teatralna poprawność. „STRUKTURA WŁADZY” może mnie irytować swoim uproszczeniem, ale jednocześnie przypomina, że teatr młodych ludzi nadal potrafi być żywy, emocjonalny i głodny rozmowy o świecie — nawet jeśli jeszcze nie zawsze wie, jak tę rozmowę prowadzić. I właśnie dlatego szkoda, że aktorzy dostali materiał tak przewidywalny. „STRUKTURA WŁADZY” dotyka trudnych tematów: kontroli, zależności czy społecznych hierarchii, ale robi to w sposób zaskakująco bezpieczny. Spektakl nie tyle bada władzę, co wygłasza o niej gotowe opinie. Wszystko zostaje dopowiedziane, wyjaśnione, zamknięte w czytelnych komunikatach. Zamiast napięcia — deklaracja. Zamiast pytań — tezy.

Kiedy teatr zaczyna mówić sloganami.

Największy problem pojawia się wtedy, gdy przedstawienie zaczyna przypominać sceniczną publicystykę. Władza pokazana jest tu niemal wyłącznie jako opresja, bunt, jako moralna konieczność, a relacje między ludźmi zostają uproszczone do bardzo jasnych podziałów. Brakuje miejsca na niejednoznaczność, na moment zawahania, na prawdziwy konflikt racji, z rodu Labdakidów. A przecież teatr działa najmocniej właśnie wtedy, gdy nie daje komfortowych odpowiedzi. Momentami miałem wrażenie, że twórcy bardziej ufają hasłom niż ciszy. A to cisza, niedopowiedzenie i emocjonalne pęknięcia budują na scenie prawdziwy ciężar. Im bardziej spektakl próbuje tłumaczyć widzowi świat, tym mniej zostawia mu przestrzeni do własnego myślenia.

Energia, której nie da się zignorować

Mimo wszystko trudno ten spektakl odrzucić. Jest w nim coś autentycznego — młodzieńcza bezczelność czarnych butów, głód szybkiej wypowiedzi, potrzeba zabrania głosu. Nawet jeśli temat okazuje się wtórny albo podany zbyt łopatologicznie, energia zespołu nie pozwala przejść obok tego obojętnie. Najciekawsze są momenty, kiedy przedstawienie przestaje mówić „o problemie”, a zaczyna po prostu żyć na scenie: w spojrzeniach, ruchu, zbiorowych scenach, emocjonalnym chaosie. Wtedy „STRUKTURA WŁADZY” staje się prawdziwa — nie jako manifest, ale jako doświadczenie młodych ludzi próbujących zrozumieć własne miejsce w świecie.

Finał: władza to nie środek, ale cel.

STRUKTURA WŁADZY” nie jest spektaklem szczególnie odkrywczym intelektualnie. Momentami bywa naiwny, momentami zbyt pewny swoich diagnoz. Ale jednocześnie ma coś, czego nie da się wyprodukować: autentyczne zaangażowanie młodości. I może właśnie dlatego warto go kilkakrotnie nawet zobaczyć. Nie dla samego tematu — ten szybko się wyczerpuje — ale dla ludzi, którzy próbują przez teatr powiedzieć coś własnym głosem. Nawet jeśli jeszcze nie zawsze wiedzą, jak uniknąć pułapki banału.

Forma, która trzyma całość

Na szczęście warstwa realizacyjna pomaga utrzymać tempo przedstawienia. Kostiumy są proste, ale dobrze wpisują się w charakter spektaklu — nie próbują dominować nad sceną, tylko wspierają zbiorowy charakter opowieści. Podobnie światło: funkcjonalne, momentami bardzo skuteczne w budowaniu napięcia, szczególnie w scenach grupowych. Muzyka również spełnia rewelacyjnie swoje zadanie. Nie narzuca emocji na siłę, raczej podbija rytm i energię młodego zespołu. Dzięki temu spektakl nawet w słabszych dramaturgicznie momentach nie rozpada się całkowicie i zachowuje płynność. Scenografia flagowa w punkt.

„Powracająca kilkukrotnie maksyma, że władza jest celem samym w sobie, zamiast prowokować do myślenia, szybko zamienia się we mnie w nachalne dopowiedzenie. Spektakl nie rozwija tej myśli, tylko mechanicznie ją powtarza.” „Trzykrotnie powtórzone hasło o władzy jako celu brzmi bardziej jak szkolna teza niż teatralne odkrycie. Im częściej wraca, tym mniej waży.” Twórcy najwyraźniej nie ufają sile własnego przekazu, skoro centralna maksyma musi zostać wypowiedziana aż trzy razy. Zamiast budować znaczenie obrazem i relacją między postaciami, spektakl wybiera publicystyczną dosłowność.”  Hasło „władza to cel” powraca niczym refren, ale nie niesie za sobą nowych znaczeń. Każde kolejne powtórzenie bardziej spłaszcza problem, niż go pogłębia. Najbardziej problematyczne okazuje się uporczywe powracanie do tezy, że władza stanowi ostateczny sens działania człowieka. Spektakl traktuje tę myśl jak objawienie, choć jest ona podana w sposób zaskakująco banalny i jednowymiarowy, ale po zdjęciu z głowy worka tortur. Tam, gdzie teatr powinien zostawić miejsce na niepewność, STRUKTURA WŁADZY wybiera wielokrotnie podkreślaną deklarację. Powtarzana mantra o władzy jako celu zdradza raczej brak zaufania do mądrego widza niż głębię diagnozy. Najmocniej działa zwykle krytyka nie samej idei, ale jej łopatologicznego powtarzania. Dzięki temu nie brzmię jak ktoś, kto „nie zgadza się politycznie”, tylko jak recenzent krytykujący język teatru i sposób prowadzenia narracji.

 „STRUKTURY WŁADZY” to autorski spektakl młodzieżowego koła teatralnego „Akcja” działającego przy integracyjnym Teatrze KAMBAK. Spektakl reżyserował „winny” Kacper Woubishet, który jest też autorem tekstu. Spektakl dobrze dopracowany, mający nawet ambicje konkurowania z doświadczonymi zawodowcami.

Obsada: [wszyscy zasługują na wspaniałe wyróżnienie]

  • Agata Sowa
  • Pola Grzybek
  • Dobrusia Mulek
  • Iwo Wojtyłło
  • Kacper Woubishet  [???]
  • Antoni Łuniewicz
  • Marek Wieluński
  • Krzysztof Idaszek

Największym atutem „STRUKTUR WŁADZY” pozostaje miejsce oraz sam zespół młodych aktorów. Widać w ich grze autentyczne zaangażowanie i potrzebę młodzieńczej wypowiedzi artystycznej — szczególnie w scenach zbiorowych, gdzie energia grupy działa znacznie mocniej niż sam tekst. Iwo Wojtyłło, Pola Grzybek czy Antoni Łuniewicz potrafią utrzymać uwagę nawet wtedy, gdy dramaturgia zaczyna osuwać się w publicystyczną dosłowność. Dla mnie paradoks spektaklu polega na tym, że młodzi wykonawcy okazują się dojrzalsi od samej tezy przedstawienia. Tam, gdzie scenariusz upraszcza problem władzy do serii deklaracji, aktorzy próbują jeszcze odnaleźć w tym emocję i człowieka. Sam opis wydarzenia mocno podkreślał, że spektakl miał być „spojrzeniem młodego pokolenia na politykę” i odwoływał się do tekstów Fiodora Dostojewskiego oraz George’a Orwella.  To też mogę wykorzystać krytycznie, np.: Problem w tym, że spektakl częściej przywołuje wielkie nazwiska i wielkie idee, niż rzeczywiście z nimi dyskutuje. Odniesienia do Dostojewskiego czy Orwella pozostają raczej sygnałem ambicji niż realnym pogłębieniem tematu.

Lead:

STRUKTURY WŁADZY” w wykonaniu Wrocławskiego Teatru Młodzieżowego są spektaklem pełnym młodzieńczej energii, scenicznej odwagi i autentycznego zaangażowania. Problem mój polega na tym, że im bardziej młodzi aktorzy próbują ożywić przedstawienie emocją, tym mocniej sam spektakl ciąży ku publicystycznemu banałowi.

To teatr zdecydowanie zagrany lepiej, niż został napisany.

Zakończenie:

Najbardziej symptomatyczne pozostaje jednak powracające niczym mantra chore zdanie, że „władza jest celem”. Powtórzone trzykrotnie, miało prawdopodobnie wybrzmieć jak gorzka diagnoza świata. Ostatecznie staje się jednak dla mnie symbolem największej słabości spektaklu — przekonania, że wystarczy nazwać problem, by naprawdę coś o nim powiedzieć.

A mimo to trudno „STRUKTURY WŁADZY” zlekceważyć. Bo pod warstwą zbyt prostych tez widać młodych ludzi, którzy naprawdę chcą rozmawiać o świecie snusowych dyktatorów. I może właśnie ta potrzeba — jeszcze chaotyczna, jeszcze niedoskonała — okazuje się tutaj bardziej prawdziwa niż wszystkie wypowiadane na scenie maksymy o władzy.

Obecność Władysława Frasyniuka – LEGENDY wrocławskiej Solidarności, nadała temu wieczorowi dodatkowy wymiar. Po spektaklu rozmawiał chwilę z młodymi aktorami i trudno było nie zauważyć, że przyjął „STRUKTURY WŁADZY” z autentyczną życzliwością i zainteresowaniem. Ciśnie mi się na mózg jego cytat ze spotkania: „w polityce, nie chodzi o prawdę.

To zresztą chyba jeden z tych momentów, w których przedstawienie działa najmocniej — nie jako perfekcyjnie skonstruowana wypowiedź o mechanizmach polityki, ale jako dowód, że młodzi ludzie wciąż chcą zadawać pytania o odpowiedzialność, bunt i społeczne napięcia. I może właśnie dlatego, mimo wszystkich uproszczeń i zbyt nachalnie powracających tez, ten spektakl broni się swoją szczerością. Bo kiedy legenda Solidarności rozmawia po przedstawieniu z młodzieżą próbującą opowiadać o władzy własnym językiem, teatr choć na chwilę przestaje być tylko estetyką czy publicystyką. Staje się spotkaniem doświadczeń dwóch pokoleń, które inaczej rozumieją świat, ale nadal wierzą, że warto o nim rozmawiać.